Forum www.kfiatkilol.fora.pl Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Władcy bez ziemi

 
Odpowiedz do tematu    Forum www.kfiatkilol.fora.pl Strona Główna » Ostatnie wydarzenia Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Władcy bez ziemi
Autor Wiadomość
Tym
Miłościwie nam panujący



Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 615
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy

Płeć: Płeć, brzydka, silna, owłosiona.

Post Władcy bez ziemi
W pewnej znanej książce już była taka ciekawa ekip - elf- krasnolud i człowiek. Jednak ci bohaterowie wydają mi się ciekawsi. W rolach głównych: Kwiatek - elf, łowca czarownic. (Afro) Nergal - krasnolud, fechmistrz. (Wojtas) Felix - człowiek, łowca wampirów.

Rozdział I
"Przebieranki"

Prowadząc śledztwo w dolinie La’Costa Kwiatek nie wiedział, że nie jest mu przeznaczone je ukończyć. Pewnego dnia po przydługiej, jak zwykle, popijawie w karczmie do Kwiatka przybył posłaniec z zapieczętowanym listem. Pieczęcie były Kwiatkowi dobrze znane – należały do Gotfryda Schmeterlinga, arcykapłana, najwyższego przedstawiciela Sigmara w Ostermarku. Treść wiadomości jasno dawała do zrozumienia, że Kwiatek będzie musiał spotkać się z nadawcą, jako iż był mu podległy. Po zapoznaniu się z listem, zalecił swoim towarzyszom aby dokończyli śledztwo razem z Ganvim, który miał niemniejsze od Kwiatka uprawnienia, jednocześnie oznajmił im, że będzie musiał na jakiś czas ich zostawić. Krasnolud Nergal również nie chciał zostać, trochę zbrzydła mu dolina i jego Morgensztern był spragniony bitki, a jego krasnoludzki zmysł mu podpowiadał, że z Kwiatkiem szybciej się jej doczeka. Dwójka towarzyszy wyruszyła następnego dnia, spływając barką po dopływie górnego Talabeku, wieczorem byli w Fortenhaf.
W Fortenhaf udali się do karczmy na spoczynek, tam panowała atmosfera typowa dla karczmy wieczorem- zabawy, popijawy, harmider, ale jeden waszmość siedział samotnie przy stoliku a wokół niego leżały odłamki potłuczonych kufli i glinianych dzbanków, a co lepsze wydawał im się nieco znajomy.
Nergal zaczął mówić swoim donośnym głosem:
- HEJ, EEEE… FRODO! PRZYŁĄCZ SIĘ DO NAS.
Nie do końca znajomy człowiek dopił swój trunek do końca i w złości rozbił kolejny kufel.
Nergal, gdy zobaczył, że „nie do końca znajomemu” kończą się kufle zamówił cztery piwa.
Dwaj towarzysze przysiedli się do człowieka i karczmarz podał piwo, wtedy Nergal powiedział:
- DAWNO SIĘ NIE WIDZIELIŚMY, ROZBIJ SOBIE JESZCZE ZE DWA!
- Nie chcę.
- CO SIĘ STAŁO?
Felix rozłożył się wygodnie na krześle, Nergal tymczasem zaczął pić ze swojego kufla. Kwiatek nieco zmieszany, przyglądał się Felixowi.
- Ważniejsze pytanie. – powiedział Felix – Poprzednim razem jak się widzieliśmy to mieliśmy okazję zarobić duże pieniądze, wiesz może teraz o czymś takim znowu? – zwrócił się do Nergala.
- JAK ZAROBIĆ?
- Mhm.
- A ILE CI POTRZEBA?
- Dużo, naprawdę dużo.
- DUŻO TO NIE JEST PROBLEM, PODAJ KWOTĘ. – Mówiąc to, Nergal zauważył, że cała sala wpatruje się w niego, ponieważ mówił bardzo głośno. – NIECH KWIATUSZEK MÓWI ZA MNIE – dodał po chwili.
- Może nie od razu, ale… celuję w dziesiątki tysięcy złotych koron – powiedział Feliks.
- Tyle potrzebujesz?
- PRZECIEŻ TAKI ROLAS JAK TY NIE BĘDZIE WIEDZIAŁ NA CO TO WYDAĆ. – wtrącił się Nergal.
- Możesz się do nas przyłączyć, złapiemy parę wampirów, to kasa będzie, Sylvana nie daleko…
- A co, było słychać jakieś plotki o nieumartych? Chętnie bym się przyłączył, bo lepsi starzy znajomi niż jakieś obce psubraty.
- No w sumie przydałoby się nam więcej ludzi. Masz tu jakiś pokój?
- Mam.
- Duży?
- Jednoosobwy.
- Nergal wynajmij nam pokój, pewnie kosztuje parę złotych koron.
- KIEDY TY MI TO ZWRÓCISZ?
- Ej, ja ci teraz robotę załatwiłem.
- NICI Z MOJEGO MARZENIA O OTWORZENIU KOLOSEUM…
W trakcie rozmowy, wieczór powoli stawał się ciemną nocą. Nad górnym Talabekiem i w całym Fortenhaf zaczęła unosić się mgła. Nergal, po tym jak wypowiedział ostatnie zdanie, wstał dziarsko z krzesła tak, jak to robią krasnoludy i poszedł do karczmarza.
- POKÓJ DLA MNIE I MOJEGO TOWARZYSZA -powiedział rzucając karczmarzowi parę złotych koron.
- Pokój z tobą mój panie. – odrzekł karczmarz, wychodząc zza kontuaru aby zaprowadzić gości na miejsce spoczynku. Idąc do pokoju Kwiatek spytał się Nergala:
- Wiesz gdzie jest mój koń? Bo nie pamiętam czy dałem go do stajni.
- TWÓJ JEST W STAJNI, A WIESZ GDZIE JEST MÓJ? – odrzekł Nergal, z chytrym uśmiechem. Kwiatek zastanawiał się co ma odpowiedzieć, ponieważ Nergal nie ma konia, ale krasnolud w końcu sam przerwał ciszę, śmiejąc się przy tym.
- MAM GO W DŁONI.

Następnego dnia, po śniadaniu cała drużyna udała się na targ aby pohandlować, Kwiatek chciał sprzedać swoją starą skórznie, Nergal materiał na namiot, udało im się to z różnym skutkiem, ale byli zadowoleni. Handlarze również. Po zakupach, udali się do przystani i znaleźli barkę, która poza transportem towarów oferowała również przewóz osób. Razem z nimi wsiadło parę innych postaci oraz koń Kwiatka i ruszyli w dół górnego Talabeku.
Nergal wyciągnął z plecaka sekstans i zaczął mówić swoim donośnym głosem:
- ale DZISIAJ WIEJE FORTWATER OD RUFY…
Barka nie reprezentowała sobą nic nadzwyczajnego, płaskodenna i w miarę solidna konstrukcja sprawiały, że pasażerowie nie musieli się za bardzo martwić o swoje życie, a i sternik wyglądał na człowieka, który wie na czym polega jego praca. Nergal oraz Felix delektowali się delikatnym zefirkiem muskającym ich twarze, a Kwiatek przyglądał się uważnie pasażerom barki. I nagle jeden z pasażerów stojących niedaleko Kwiatka, zrzucił swój płaszcz i wyciągnął miecz podchodząc do niego. Kolejni starali się złapać Nergala i Feliksa, sternika i pewnego bogato ubranego człowieka, który także był jednym z pasażerów. Kwiatek zareagował bardzo szybko wypuszczając parę strzał ze swojego łuku w kierunku przeciwnika, wyeliminował go z walki i zajął się kolejnym, z którym zmagał się sternik. Nergal wrzucał swoich oponentów do wody śmiejąc się przy tym głośno i rubasznie, a Felix po uporaniu się ze swoim niedoszłym oprawcą, rzucił się w kierunku kolejnego, który przygotowywał sobie kuszę, i powalił go na ziemię. Zapomnieli jednak o zbirze, który właśnie poderżnął gardło wystawniej ubranemu człowiekowi, jednak zrobił tylko tyle, bo niedługo później skończył w wodzie. Po tym wszystkim Kwiatek starał się dobić uciekinierów, a jednego zbója udało im się złapać żywcem…
Feliks zajął się przesłuchaniem pojmanego bijąc go po twarzy w miarę delikatnie.
- Jeżeli nie chcesz abym ci wyciął język i wsadził przez zad do gardła to powiedz, kto was wynajął i dlaczego?
- Panie… - z płaczem w głosie odpowiedział zbir - …my, my tylko zarobku szukalim.
Feliks uderzył zbira przyrównują do pokładu, po czym postawił na nogi oczekując od biedaka odpowiedzi.
- Ja nic nie wiem człowieku – zbir zaczął coś tam bulgotać przez łzy – no prawdę mówię, nie kłamie…
- DOBRA JA TO ZAŁATWIE, MA KTOŚ JAKIŚ MEDALIK? – zapytał Nergal, a Kwiatek zajął się przeszukiwaniem zwłok bogatego jegomościa.
- JA TAM NIE LUBIŁEM NIGDY PRZESŁUCHIWAĆ, POBAWIMY SIĘ TERAZ.
- Aaaa…
Kwiatek na ręce bogaciej ubranego jegomościa odnalazł pierścień, który jak się okazało, według sternika, oznaczał przynależność do gildii aptekarzy. Nergal wziął pierścień od Kwiatka przywiązał go do rzemyka i zaczął hipnotyzować przesłuchiwanego, ale niestety nie udało mu się to tym razem. Po chwili Feliks do nich podszedł i zapytał:
- Jaki zarobek?
- Piniondze.
- A za co one miały być?
- Jak to za co?
- Ja jestem w miarę miły, ale widzisz tego tam elfa? To jest prawdziwy świr, nie chcesz z nim gadać. Nergal się śmiał trochę pod nosem, ale nie było w sumie wiadomo czy dlatego, że Kwiatek wydawał mu się niegroźny, czy może raczej z tego powodu, że jest bardzo wesołym krasnoludem i lubi przemoc.
- Więc co mam ci powiedzieć?
- Kto miał dać wam pieniądze i za co?
- Wy… ekhm, a raczej wasze ciała. – wydusił z siebie zbój.
- Noo…
- To znaczy, chcieliśmy was grzecznie poprosić o zapomogę dla biednych.
Feliks uderzył znowu przesłuchiwanego.
- Dobra… Jak już wspominałem, ja jestem ten dobry.
- Chcieliśmy, poderżnąć wam gardła i zabrać pieniądze…
- Aha, w ten sposób. Kwiatuszek! Chodź tu!
- Właśnie chciałem podejść.
Kwiatek zaczął uważnie oglądać twarz zbira. Szukał czy nie ma może na sobie jakiś znamion, kurzajek, wielkich pryszczy lub pieprzyków. Nie szukał długo, ponieważ przesłuchiwany miał wielką kurzajkę na nosie. Kwiatek wskazał ją strzałą, którą trzymał w ręce.
- Czyżbyś uprawiał jakieś gusła?
- Ja gusła? Mój panie…
- A to na nosie? Co to za nieczystość?
- To kurzajka jest!
- Kurzajka? Tak skalani są tylko nieczyści, którzy praktykują gusła albo czarną magie!
- Panie, gdybym ja robił gusła to bym był bogaty!
- PODPAL GO JAK TEGO OSTATNIEGO – powiedział Nergal i zaśmiał się rubasznie.
- A ostrzegałem… - westchnął Feliks.
- Bogaty? A myślisz, że ile ja już takich łachmaniarzy spaliłem, którzy podawali się za żebraków, a tak naprawdę w domu mieli ołtarze ze złota.
- Panie, proszę nie, ja mam żonę i córkę, nie chcę umierać – z płaczem w głosie błagał zbir.
- Dobijemy do brzegu to pogadamy.
Gdy Kwiatek z Feliksem przestali przesłuchiwać, Nergal podszedł znowu do zbója i powiedział:
- A WIDZIAŁEŚ MÓJ PIERŚCIEŃ? – i zaczął hipnotyzować biednego człowieka.
- JAK SIĘ NAZYWA TWÓJ PRACODAWCA?
- Nie mam pracodawcy – odpowiedział zbój w transie.
Nad następnym pytaniem Nergal się musiał zastanowić, bo skoro nikt nie wynajął tej bandy zbójów to pewnie są to pospolite rzezimieszki, po chwili namysłu zapytał:
- CO ZROBIŁEŚ NAJGŁUPSZEGO W ŻYCIU?
- Obsmarowałem końskim gnojem odrzwia komendanta milicji.
- CZEGO W ŻYCIU NAJBARDZIEJ SIĘ WSTYDZISZ?
- Wielkości mojego przyrodzenia.
Po całej tej zabawie zbój nieco zdezorientowany pyta:
- Co się stało?
- I CO MYŚLISZ, ŻE NIE WIEM, ŻE OBSMAROWAŁEŚ GÓWNEM DRZWI KOMENDANTA STRAŻY MIEJSKIEJ, Z MIKRUSEM W SPODNIACH?
Po tym przesłuchaniu zbir rozpłakał się i zamknął się w sobie, wpatrując się martwo przed siebie. Sternik zajął się swoją pracą, a Feliks, Nergal i Kwiatek wypatrywali Bechafen.
Barka do Bechafen dopłynęła wczesnym wieczorem. Nergal wsadził pierścień bogacza z powrotem na jego rękę, po czym sternik zaczął bardzo uprzejmie acz stanowczo wypraszać swoich pasażerów z barki. W mieście drużyna oddała zbója w ręce milicji, z czego milicjanci specjalnie się nie ucieszyli, ale delikwenta przyjęli. Już pora kolacji i spoczynku, ale elf, krasnolud i człowiek ruszyli jeszcze do świątyni Sigmara, tak jak im podpowiadał zdrowy rozsądek i list, który Kwiatek trzymał za pazuchą. Szli przez miasto wieczorem, słońce już chowało się za blankami wysokiego kamiennego muru, gdy weszli do przybytku, sakralna atmosfera dała się odczuć wśród potężnych kolumn, które podtrzymywały sklepienie z marmuru i kopułę przedstawiającą boga imperatora z jego młotem. Przy księgozbiorze mieszczącym się niedaleko ambony stał kapłan, poza nim byli tam także strażnicy świątynni, odziani w zbroje z symbolem młota i pochodni na piersi.
- A cóż to sprowadza elfa, krasnoluda i człowieka do świątyni tego, który zjednoczył 12 plemion?
- Stawiam się na wezwanie arcykapłana Gotfryda – odrzekł Kwiatek.
- Okaż stosowne pisma, abym wiedział, iż rzeczesz prawdę.
Kwiatek pokazuje kapłanowi list z pieczęcią, ten z kolei uważnie go czyta, po czym mówi:
- Witajcie w progach przybytku, drodzy słudzy wodza wodzów. Wybacz ten nietakt mój drogi Łowco, ale arcykapłan nie może spotkać się z tobą osobiście, starość także daje się we znaki świętym ludziom. Subterraneum.
Na te słowa Kwiatek powiedział swoim towarzyszom aby zostali na miejscu, on zaś sam ruszył za kapłanem i towarzyszącymi mu strażnikami, który poprowadził go do podziemi i mieszczącego się tam gabinetu. Jak tylko kapłan i Kwiatek ze strażnikami wyszli, Nergal wyciągnął z plecaka butelkę gorzałki i upił połowę.
- TO CO, CHLAPNIESZ? – zapytał podając butelkę do człowieka.
- Dobra..., a ile masz tej gorzałki?
- TYLE.
- Dobra. – powiedział Feliks i wypił całą butelkę do końca nawet nie krzywiąc się przy tym.
- TY PARSZYWY CHAMJE. TY EGOJISTOOO… A JA? TYLKO PYSK UMOCZYŁEM. TERAZ MOŻEMY CO NAJWYŻEJ NAPIĆ SIĘ OLIWY DO LATARNI.
Feliks nie przejął się za bardzo biadoleniem Nergala i zaczął sprawdzać swoje mikstury czy są jeszcze zdatne do spożycia.
Po jakimś czasie kapłan z Kwiatkiem i strażnikami wrócili z powrotem do głównej sali świątynnej. Łowca czarownic pomodlił się krótko i wyszedł ze świątyni, a za nim jego towarzysze.
- Chodźmy do jakiejś karczmy, usiądziemy, zjemy kolacje, pójdziemy do pokoju i pogadamy… - zaproponował Kwiatek - …bez świadków. Teraz ja stawiam, jedzenie i miejsce do spania.

W karczmie o tej porze już nie działo się zbyt wiele, ludzie wykończeni wieczorną popijawą poszli do swoich pokoi lub ulokowali się przy kominku w sali wspólnej. Karczmarz układał krzesła przy stolikach, gdy elf, człowiek i krasnolud weszli do jego gospody. Zamówili pokój trzyosobowy, który kosztował ich 4 złote korony, ale mieli do tego wikt na dziś wieczór i poranek. Kwiatek z Feliksem udali się po sytej kolacji do pokoju, a Nergal zamówił jeszcze 4 butelki taniego, dobrego i mocnego alkoholu.
- Może być grog? – Zaproponował karczmarz.
- NIE LUBIĘ MORZA, ale NIECH BĘDZIE.
- Dwie złote korony.
- DAM JEDNĄ I PIĘĆ SZYLINGÓW.
- Drogi panie krasnoludzie, ten trunek tak dobrze pali trzewia, że w zeszłym roku spalił mi stodołę…
- NIE UCZ KRASNOLUDA CO TO JEST GROG. JEDEN I SIEDEM. LEPSZEJ CENY NIE DOSTANIESZ NIGDZIE.
- Drogi panie krasnoludzie, mnie nie specjalnie zależy na sprzedaży tego trunku, a wam na jego kupnie chyba raczej tak. – Odpowiedział karczmarz z nieśmiałym uśmieszkiem pod wąsem.
- DOBRA, NIECH BĘDĄ DWIE, ale DORZUCISZ DO TEGO JESZCZE COŚ EKSTRA.
- Palemki?
- DOBRA.
Nergal schował dwie butelki w kieszenie swojego płaszcza, kolejne dzierżył w swoich rękach i teraz już mógł przyjść do swoich towarzyszy. Jak wszedł do pokoju i zamknął drzwi, postawił butelki na stoliku.
- ZROBIŁEM ZAKUPY.
Kwiatek wyciągnął na stół mapę Ostermarku, rozłożył ją na środku tak żeby wszyscy ją dobrze widzieli, następnie wskazał na niej Bechafen.
- Jesteśmy tu – oznajmił – a tutaj jest pewien jegomość, który posiada ważny artefakt i ten artefakt jest podobno bardzo potężny, odkrywa przyszłość i moi zwierzchnicy chcą abyśmy go zdobyli.
- A on nie będzie wiedział, że po niego idziemy?
- PEWNIE MA SWOJĄ ARMIĘ. ILU?
- Po mobilizacji, aż do 80.
- Uuuuuu… - jęknął Feliks.
- ale na stałe podobno tylko 30… i 5. A jeśli to zrobimy szybko, to… to się nam uda. Sugerują nam też… żebyśmy zdobyli to szturmem.
- WE TRZECH SZTURMUJĄC…, A CO TAM JEST?
- To jest ufortyfikowane miasto, przez, które przepływa rzeka. Jest otoczone palisadą, w środku zamek z trzema basztami.
- Hmm… Ciekawe.
- TRZYOSOBOWY SZTURM… TEGO TO W NASZYM TEATRZE NIE GRALI.
- Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jedyne co musimy oddać, to magiczna kula, którą musimy dostarczyć do Wielkiego Teogonisty.
- Czyli mamy w trzech szturmować zamek?
- Podobno w okolicznych wioskach można znaleźć bandy najemników, którzy mogliby nam pomóc, oczywiście za zapłatą.
- A dlaczego nie możemy tego wykraść?
- Ponieważ jest jeszcze coś. Jeżeli znajdziemy ten przedmiot, to cały majątek margrabiego będę mógł wziąć dla siebie i oczywiście się z wami podzielić.
- NO ale CO TO MA WSPÓLNEGO Z NIEWYKRADANIEM?
- Jakim wykradaniem?
- NO MOŻESZ PRZECIEŻ WYKRAŚĆ WSZYSTKO, WSZYSTKO CO CI WPADNIE W ŁAPY.
- Nie bo widzisz, trzeba na oczach całej mieściny dokonać sądu nad margrabią i spalić go na stosie.
- ale ON SIĘ NIE SPODZIEWA CZEGOŚ?
- Tego nie wiem. Podobno już jakiś czas to posiada.
- A TO W SUMIE NIEWAŻNE CO ZROBIMY.
- ale podobno to co przepowiada nie zawsze musi się spełnić.
- MUSIMY DĄŻYĆ DO CZEGOŚ, DO PEWNEGO ROZWIĄZANIA SPRAWY, TAK ŻEBY KONTUNUUM CZASOWE BYŁO PRZEKONANE, ŻE TO TAK SIĘ SKOŃCZY, ale W OSTATECZNYM MOMENCIE MUSIMY TO ZMIENIĆ.
- A może po prostu się z nim zaprzyjaźnimy?
- NIE BO ON BĘDZIE SIĘ SPODZIEWAŁ. TA KULA POWIE MU PEWNIE, ŻE KTOŚ ZOSTAŁ WYSŁANY PRZECIWKO NIEMU. I JAK SIĘ NAGLE POJAWIMY TO WIADOMO CO… SZCZEGÓLNIE TAKA ZBIERANINA, KRASNOLUD, CZŁOWIEK I ELF.
- Podobno w pobliskich miejscowościach też mieszkają różne rasy, poza tym po Ostermarku kręci się sporo żołnierzy idących na front lub w drugą stronę. Jeżeli to dobrze zrobimy, to może dostaniemy tytuły szlacheckie, dużo pieniędzy…
- Podburzmy ludzi. Naślijmy ich, przyjdźmy tam wcześniej. Udajmy dobrych, że ostrzegamy, wejdźmy do środka. Ci ludzie będą szturmować z zewnątrz, a my zrobimy od środka coś jeszcze.
- TO NIE GŁUPIE, ale ON BĘDZIE SIĘ SPODZIEWAĆ JEDNAK CZEGOŚ. PO CO TAM WŁAZIĆ, MOŻEMY SZTURMOWAĆ RAZEM Z TYMI LUDŹMI.
- Z ludźmi…, z tym, że to jest podobno duży zamke.
- NO ale ICH TAM JEST TRZYDZIESTU.
- ale może być osiemdziesięciu i podobno ma trzy dobrze obsadzone baszty.
- TO NIE TRZEBA SIĘ ZAPRZYJAŹNIAĆ ŻEBY TAM WEJŚĆ.
- Tak, pewnie można po prostu wejść.
- MOŻNA TEŻ WEJŚĆ NIE PO PROSTU, ale WEJŚĆ.
W tym momencie nastąpiła chwila wymownego milczenia, która oznaczała, że poszukiwacze bitki i pieniędzy są na granicy wytężania mózgownicy, na granicy z bezsilnością.
- A CZAS?
- Nie jest dokładnie określony, ale mamy to zrobić jak najszybciej i bez rozgłosu. To ma być tajna operacja, nikt do tego nie chce się przyznać, czyli jak zwykle…
- A DALI NAM PIENIĄDZE JAKIEŚ?
- No właśnie nie, nie dostajemy na to żadnych środków ani nic, ale jeśli to zrobimy to wioska i całe miasto wraz z zamkiem przechodzi na moją własność, no i… waszą też.
- POJEDŹMY TAM NAJPIERW.
W tym momencie Nergal wziął butlę grogu podnosząc do toastu.
- ZA UDANĄ AKCJĘ – powiedział swoim donośnym głosem i wyżłopał całą butelkę. Późnie jeszcze poszedł się przejść na dół, z niesmakiem stwierdzając, że już wszyscy śpią. Wrócił do pokoju, a Kwiatek zamknął drzwi na klucz, zamknął okiennice i wszyscy poszli spać.

Następnego dnia, po przebudzeniu, cała trójka zeszła na dół, by zjeść śniadanie – jajecznicę. Nie była zbyt smaczna i pieczarek miała jak na lekarstwo, do tego była mocno niedosmażona co mogło skutkować niestrawnością. Nergal beknął sobie głośno po posiłku – O PRZYJĘŁO SIĘ – powiedział.
Po śniadaniu wszyscy zebrali swoja manatki i wyruszyli w kierunku południowej bramy, mieli szczęście bo przy bramie właśnie zbierała się karawana kupców, która razem ze strażnikami dróg ruszała w tym samym co oni kierunku.
- PANOWIE, PANOWIE! MOŻE SIĘ DO WAS PRZYŁĄCZYMY, MOJA GRUPKA. – powiedział trochę głośniej niż zwykle Nergal.
- Im nas więcej tym raźniej! Zapraszamy. – Odrzekł jeden z woźniców i zaprosił na swój wóz, na którym siedziało już paru innych pasażerów.
Po wymianie formalnych serdeczności, karawana ruszyła. Kwiatek jechał na swoim koniu, a Nergal i Feliks wpakowali się na wóz. Krasnolud wyciągnął swój grog i podał towarzyszom podróży, do tego wziął swój młot do ręki i powiedział:
- TYM MŁOTEM ZABIŁEM SMOKA. WIDZICIE GO? TO JEST GHAL DRAKAZ – POTĘŻNY MŁOT NA SMOKI.
Po tym wstępie Nergal zaczął opowiadać historie, które przeżył. To jak kiedyś z towarzyszami pokonali smoka, jak odpierali atak orków z pewnej twierdzy i wiele innych przygód, które przeżył on i jego niegdysiejsi i obecni kompani. Słuchacze, poza Feliksem, który te historie dobrze znał, nie byli w stanie wyjść z podziwu dla krasnoluda. W końcu jeden powiedział:
- Kłamiesz! Udowodnij, że zabiłeś smoka.
- ON TO WIDZIAŁ – powiedział Nergal wskazując na Kwiatka – TEN ELF.
- A dobre sobie, krasnolud opowiada niestworzone historie i mam jeszcze wierzyć elfowi, ha!
- NIE WIDZISZ TEGO MŁOTA? TYCH STAROŻYTNYCH RUN?
Po chwili namysłu dodał – NIE WAŻNE CZŁECZYNO CZY WIERSZY MI, CZY NIE. JA WIEM JAK BYŁO, ale SPÓJRZ, TYM MORGENSZTERNEM ZRYWAŁEM ORKOWI GŁOWĘ Z RAMION JEDNYM CIOSEM.
- E tam, takich to znam na pęczki.
Przez resztę podróży pasażerowie nie rozmawiali ze sobą zbyt ochoczo, grog Nergala rozszedł się po ludziach, ale nie było go zbyt wiele dla nich wszystkich. Karawana koło południa dotarła do Reitwein. Tam na chwilę wszyscy zeszli z wozów aby rozprostować kości i udali się do karczmy na posiłek, który wszyscy zjedli w pośpiechu, żeby do Remer dotrzeć przed nocą.

Słońce znacznie już się obniżyło, gdy karawana dotarła do miasta. Od północnej strony przestrzeń między palisadą a lasem wypełniały nieuprawiane ugory, ale patrząc nieco w kierunku zachodnim można było dostrzec parę domków, pola uprawne i pastwiska, których nie bronił żaden mur. Remer nie jest duże – otoczone palisadą, która pomagała bronić mieszkańców przed większością niebezpieczeństw. Rzeka Brunawasser, która przepływała przez miasto była wykorzystywana przez barki przewożące różne towary do południowej części gór Krańca Świata i z powrotem, pomagała utrzymywać względny dobrobyt. Ponad palisadą można było zobaczyć świątynię Sigmara – na pewno nie tak wielką, jak ta w Bechafen, ale w porównaniu z małymi domkami i paroma kamieniczkami tworzyła widoczny kontrast. Nad miastem górował zamek znajdujący się na niewielkim wzniesieniu. Wysokie mury z kamienia, mocna brama i trzy baszty broniły dostępu do koszar, i pałacu Margrabiego. Sam pałac był schowany za wysokimi murami i jedyne co można było ujrzeć to kawałek ostatniego piętra i brunatny dach.

Kwiatek, Nergal i Feliks po przyjeździe udali się do karczmy. W drodze do niej zaczęli się naradzać co teraz zrobią.
- ZGŁOSIMY, ŻE JESTEŚMY KOLESIAMI… OD BRUDNEJ ROBOTY, COŚ TAKIEGO…, CIĘŻKIE ZADANIA, COŚ TAKIEGO, WIECIE NO… - zaczął Nergal.
- Ja przyznam szczerze, że nie mam kompletnie pomysłu co z tym wszystkim zrobić – powiedział Feliks.
- CHODŹMY DO KARCZMY, POGADAMY Z KARCZMARZEM ON JEST ZAWSZE OSTJĄ WIEDZY I WSZYSTKO BĘDZIE JASNE.
Kwiatek milczał, również zastanawiając się jak wykonać to zadanie. Przed wejściem do karczmy od razu zaprowadził swojego konia do stajni. W karczmie było słychać gwar i śmiech, nie było tam wiele postaci, jak na całkiem sporą karczmę, ale były tam i krasnoludy, i ludzie, był elf, i parę niziołków.
Po wejściu do karczmy Kwiatek powiedział do swoich towarzyszy:
- To może zrobimy tak, damy jednemu purpurowe szaty, ubierzemy w purpurę elfa i niech po prostu przejdzie z jakimś krasnoludem przez miasto. Wtedy być może dowiemy się czy ta kula rzeczywiście przepowiada przyszłość.
- NO TO JEST JAKIŚ PLAN. MOGLIBYŚMY ICH WYSŁAĆ NAWET NA ZAMEK, ŻEBY ZROBILI REKONESANS DLA NAS.
- I co, chcecie wynająć obcych ludzi, którym powiecie aby poszli na zamek obczaić co, gdzie jak jest? – Powiedział Feliks.
- NO. TO BĘDĄ NAJEMNICY BEZ RÓŻNICY DLA NICH CO ROBIĄ, BYLE IM ZAPŁACIĆ.
- Elfowi damy szaty, żeby się w to ubrał. – powiedział Kwiatek.
- WYMYŚLMY JAKĄŚ OTOCZKĘ DO TEGO... NO, NA PRZYKŁAD, NA ZAMKU MIESZKA... . JAKIŚ SZLACHIC ALBO KTOŚ I... MA CÓRKĘ, NO I ELFOWI PODOBA SIĘ TA CÓRKA, ale NIE MOŻE POKAZAĆ SIĘ NA OCZY TEMU SZLACHCICOWI, BO COŚ JEJ ZROBIŁ, NIE WIEM... DZICIAKA CZY COŚ. I NIECH TEN ELF I CAŁA RESZTA SIĘ DOWIE CO Z NIĄ JEST, A PRZY OKAZJI WYPYTAMY ICH O RESZTĘ. NO NIE WIEM, TAKI POMYSŁ. TRZEBA PO PROSTU WYMYŚLIĆ LEGENDĘ, KTÓRA MA ZAWSZE ZIARENKO PRAWDY.
Pewien Niziołek, który dosiadł się do Kwiatka, Nergala i Feliksa, słysząc ich dyskusję, powiedział:
- Dobre... Dobre, naprawdę, ja bym na to poszedł.
- To może chodźmy do pokoju jakiegoś – zaproponował Kwiatek.
W tym momencie Nergal podszedł do karczmarza.
- KARCZMARZU! CHCIAŁBYM WYNAJĄĆ POKÓJ DLA TRZECH OSÓB Z WIKTEM I OPIERUNKIEM.
- Trzy osoby, tak?
- TAK, TRZY.
- To będą 4 złote korony.
- I POWIEDZ MI, BO SZUKAM PRACY DLA MNIE I DLA MOICH FUMFLI.
- A jakiej pracy? Wyrywania rzepy z ziemi?
- NIE NO MY JESTEŚMY BITNI CHOPCY. NA BITCE ZNAMY SIĘ DOBRZE. JAK TU SĄ JAKIEŚ PROBLEMY Z JAKIMIŚ ZBÓJAMI, NIE SŁYSZAŁEŚ CZEGOŚ TAKIEGO?
- Widzicie problem jest taki, że jak ktoś szuka bitwy to idzie na północ za rzekę.
- A MY Z PÓŁNOCY WRACAMY I CHCIELIBYŚMY COŚ TAKIEGO BARDZIEJ…
- Widzicie nie jesteście sami, jest więcej takich jak wy…
- ale MY JESTEŚMY NAJLEPSI W FACHU. UWIERZ MI NIE MA LEPSZYCH OD NAS.
- Wielu tak o sobie mówi.
- SPÓJRZ NA TEN BICEPS, ON JEST SZERSZY NIŻ TWOJE OBA UDA.
- Panie drogi, to nie to, że ja nie chciałbym wam dać roboty. Ja bym naprawdę chciał z całego serca, ale ja nie mam dla was roboty.
- JAKBYŚ COŚ SŁYSZAŁ…
- Jak tylko coś dojdzie mych uszu dam wam znać.
Feliks zaczął wzrokiem przeczesywać karczmę aby odnaleźć potencjalnych kandydatów do zadania jakie wymyślili razem z towarzyszami i zobaczył, że pewien elf sam siedzi przy stoliku. Jego uwagę przykuli również dwaj ludzie i piątka głośnych, już trochę pijanych krasnoludów. Kwiatek podszedł do Nergala i powiedział mu:
- Widzisz te krasnoludy? Załóż się z jednym, że nie przespaceruje się z elfem, który będzie ubrany w purpurę, przez całe miasto.
Nergal uśmiechnął się na ten pomysł. Podszedł do stolika, przy którym siedziały krasnoludy, postawił ostatnią butelkę grogu i zaczął rozmowę.
- WITAJCIE BRACIA!
- Witaj bracie! Co cię tu sprowadza do nas?
- PODRÓŻUJĘ, SZUKAM PRZYGÓD, AWANTUR, ale TERAZ Z CHĘCIĄ SIĘ NAPIJĘ.
- O to dobrze, bo my tutaj tak pijemy cały czas tylko ze sobą, przydała by się jakaś nowa morda.
Nergal po paru łykach ognistego trunku, zaczął opowiadać historie, jak to miał w zwyczaju.
- TYM MŁOTEM ZABIŁEM SMOKA, SPÓJRZ NA TE RUNY TY NAPEWNO JE POZNAJESZ.
- No ba, on się musi pewnie lśnić jak jakaś bestia się zbliża.
- A DAWNO NIE BYŁO ŻADNEJ...
Krasnolud, z którym rozmawiał Nergal wyciągnął swoją tarczę.
- Tą tarczą zabiłem... – w tym momencie nastąpiła dłuższa chwila ciszy, krasnolud w pocie czoła starał się zebrać myśli, jednak ilość spożytego alkoholu skutecznie mu to uniemożliwiła.
- ... nie pamiętam co nią zabiłem.
- NA PEWNO BYŁO WIELKIE.
- Było wielkie. Było taaakie wielkie, ale nie pamiętam co to było.
- JA DAWNO NIE MIAŁEM JUŻ OKAZJI UŻYĆ TYCH POTĘŻNYCH RAMION, ale MOŻE KTÓRYŚ Z WAS CHCE SIĘ ZE MNĄ ZAŁOŻYĆ NA RĘKĘ?
Jeden z krasnoludów zgłosił się – Ja chętnie!
Nergal i krasnolud usiedli naprzeciwko siebie i zaczęli się siłować. Za pierwszym razem krasnolud wygrał swobodnie, chociaż wcale nie był znacznie roślejszy od Nergala.
- AJ, UKUŁEM SIĘ W DRZAZGĘ… DUPĄ. DLATEGO WYGRAŁEŚ! JESZCZE RAZ.
- No, no, no. Myśmy już trochę popili, ale krzepa dalej ta sama.
Krasnoludy roześmiały się, po czym przeciwnik Nergala przystąpił do kolejnego pojedynku. Ten był nieco bardziej zacięty, oponent Nergala przechylił jego rękę, prawie przykładając już ją do blatu stołu. Inne krasnoludy głośno krzyczały i śmiały się kibicując: Dajesz! Dajesz! Jeszcze trochę!
Nergal jednak wytężył siły i jednym szybkim ruchem przycisnął rękę przeciwnika do stołu. Krasnoludy zaśmiały się, niektórzy poklepali Nergala z podziwu.
- SILNY JESTEŚ. – Powiedział Nergal – ale SŁUCHAJCIE PANOWIE, JA TAKI JESTEM ŚMIESZEK I LUBIĘ SIĘ ZAKŁADAĆ O RÓŻNE RZECZY I WŁAŚNIE WYMYŚLIŁEM ZAKŁAD. ŻADEN Z WAS NIE DA RADY. KTÓRY Z WAS ZE MNĄ SIĘ ZAŁOŻY, ŻE PRZEJDZIE Z CZŁOWIEKIEM I ELFEM UBRANYM NA FIOLETOWO PRZEZ CAŁE MIASTO, I DO ZAMKU NAWET? KTÓRY Z WAS JEST TAKI ODWAŻNY, CO?
- Z człowiekiem mogę iść na koniec świata, ale z elfem…
- WIEDZIAŁEM, ŻE JESTEŚCIE MIĘCZAKAMI, WIEDZIAŁEM!
- Chwileczkę, chwileczkę.
- NIE MUSISZ GO DOTYKAĆ!
- Ile mi dasz jeśli pójdę?
- DZIESIĘĆ ZŁOTYCH KORON.
- Dwadzieścia.
- PIĘTNAŚCIE.
- Może być.
- JUTRO O DWUNASTEJ.
- Nie ma sprawy.
- BARMAN! DAWAJ WÓDE!
Krasnoludy radośnie zakrzyknęły. I oddały się wspólnie wlewaniu w siebie wszelkiej maści procentów.

W tym czasie Kwiatek podszedł do samotnie siedzącego elfa, który palił fajkę i czytał jakąś książkę. Elf ten wyglądał na inteligentną personę, która wyróżniała się nieco na tle innych postaci znajdujących się w karczmie, ponieważ był ubrany w wygodne, barwione szaty.
- Witaj towarzyszu – powiedział nieśmiało łowca czarownic.
- O, witam – odpowiedział nieznany elf, zamykając książkę.
- Mogę się przysiąść?
- ależ oczywiście. Cóż elfa sprowadza te strony? – zapytał nieznajomy po czym zastanowił się nad ułomnością swojego pytania, ale nie stracił rezonu.
- Ach, to długa historia… w tym zamku podobno znajduje się jakaś księżniczka…
- No tak, córka margrabiego Oswalda.
- …która… …która na mnie czeka. Tylko… nie wiem dokładnie, gdzie ona jest. Kiedyś umówiłem się z nią, że będzie mnie wypatrywała przy zachodniej wieży. Czy nie było ci dane przypadkiem jej zobaczyć.
- Nie, ona raczej siedzi w pałacu i korzysta z luksusów szlacheckiego życia. Dlaczego miałaby się szwendać po murach? Rzadko wychodzi poza wewnętrzny mur, na dobrą sprawę. Od czasu do czasu towarzyszy w polowaniach.
- No właśnie 12 dnia każdego miesiąca, o godzinie 12 miała wypatrywać mnie z zachodniej wieży czy nie wracam do niej.
- Widzisz ja nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Raczej mnie to nie interesuje.
- Czy mógłbyś mi w czymś pomóc… jak brat bratu?
- Łączą nas elfie korzenie, jak mógłbym ci pomóc?
- Widzisz, ja właśnie miałem być ubrany w purpurę, żeby było mnie widać.
- Ciekawy strój.
- No widzę, że twój ubiór też się wyróżnia.
- Taka profesja…
- A czym się zajmujesz?
- Jestem magiem.
- Przechodząc do rzeczy, bo jeżeli ja będę szedł ubrany, tak właśnie no... To siłą rzeczy nie wypatrzę czy ona będzie tam na mnie czekała. I tu jest właśnie prośba do ciebie czy ty byś nie mógł się przejść, a ja mógł bym wybrać takie miejsce, że obserwowałbym okiennicę, która jest skierowana w stronę rynku.
- Drogi panie, coś mi tu nie pasuje, dlaczego ja mam chodzić w purpurze, skoro ty możesz pójść tak ubrany?
- ale jeżeli ja tak pójdę, to… nie zobaczę czy ona wypatruje.

W tym czasie, jak elfy rozmawiały ze sobą, a krasnoludy siłowały się na rękę, Feliks podszedł do dwójki ludzi widocznie zmęczonych, markotnie siedzących przy jednym ze stolików.
- Witam szanownych panów.
- Dzień dobry – odpowiedział człowiek z wąsem, który akurat wydawał się być jeszcze w miarę rozmowny.
- Nie będę owijał w szczegóły, bo głupio mi prosić o coś obcych, ale… wywiązał się pewien nieduży problem. Mój towarzysz – elf, ma problemy sercowe z pewną kobietą z zamku i nie może się za bardzo pokazywać. Mają tam jakąś romantyczną umowę między sobą, ale mnie to za bardzo nie interesuje, to ich sprawy. Do tego dołożyła się druga sprawa – mój drugi towarzysz, krasnolud chce się założyć z innym krasnoludem (pewnie pan słyszał), że ten drugi pójdzie z elfem i człowiekiem na zamek. Nie chodzi mi o to, żeby pan był częścią zakładu, ale bardziej chodzi mi o to, żeby pan przypilnował tego krasnoluda, żeby on nie uraził w jakiś sposób, ani nie skrzywdził tego elfa.
- Panie to nie mój problem.
- Pana nie, ale pana mieszek może się ucieszyć.
- A to już inna rozmowa, że tak powiem.
- Więc po prostu ja bym chciał, żeby pan – teraz Feliks zaczął mówić nieco ciszej – pilnował krasnoluda i powiedział nam czy zachowywał się w jakiś niestosowny sposób, bo to jest bardzo ważne.
- Tylko porozmawiajmy o tym co mnie interesuje.
- Tak?
- Jakie będą z tego pieniądze?
- No to tak, widzę, że pan jest tutaj z towarzyszem, pokój dla dwóch osób ile kosztuje? Dwie złote korony? Trzy złote korony?
- Trzy złote korony.
- Jakbym dał panu równowartość trzech dni w karczmie z wyżywieniem, byłby pan zadowolony? Proszę się ze mną nie targować, bo sam nie mam zbyt wiele.
- Nie chodzi o targowanie, tylko o taką zwykłą utylitarność. My po prostu nie zamierzmy zostawać tutaj tak długo, niedługo ruszamy dalej w podróż.
- Nie chodzi mi o to, żeby panu kupić pokój, tylko dać równowartość.
- Gdyby dorzucił pan jeszcze jeden dzień, to nie ma problemu.
- Jeszcze jeden dzień? Proszę pana, ja mam w mieszku 10 złotych koron. Może 6 złotych koron i miksturę życia, bo widzę, że pan jest jednak awanturnikiem.
- Dobrze, stoi.
- To jak trzeba będzie to ja do pana podejdę i powiem, w odpowiednim momencie, żeby pan zaczął go pilnować.
Feliks wyciągnął z torby miksturę i 6 złotych koron z mieszka, dał je nieznajomemu, po czym wstał od stołu. Zobaczył, że Nergal dobrze się bawi z krasnoludami, ale Kwiatek za to widać było, że mocno się stresuje. Feliks podszedł więc do stolika elfów i po elficku rzekł:
- Jestem przyjacielem elfów.
- O jak miło – odparł nieznajomy elf po staroświatowemu. – Czy wy się znacie?
- Tak. Podejrzewam właśnie w jakiej sprawie, mój towarzysz do pana podszedł i…
- Aha.
- …sprawa wygląda tak, że nasz kolega nie może za bardzo pokazywać się na zamku. Do tego jest dość strachliwy, proszę zobaczyć jak się teraz poci, boi się nawet podejść pod mur…
- MIŁOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA – krzyknął Nergal na całą karczmę.
- …bo podejrzewam, że pewnie on prosił pana aby w jego kolorach poszedł na zamek i zobaczył czy ona go nadal oczekuje i wypatruje.
- Wiecie, ta książka jest wyjątkowo ciekawa – odparł elf, wskazując na to co aktualnie czytał.
- Oczywiście, jakiś mały napiwek…
- Powiem szczerze, nie interesują mnie pieniądze, ale widzę, że jesteście doświadczonymi wojownikami.
- Prawda.
- Zapewne macie jakieś ciekawe przedmioty o nietypowych właściwościach, od razu mówię, że nie chcę takiego przedmiotu na własność. Chciałbym go tylko na jeden dzień.
- Muszę przyznać, że ja nie jestem w posiadaniu żadnego magicznego przedmiotu, ale mój towarzysz krasnolud jest. Z resztą pewnie pan słyszał jak się przechwalał kilka minut swoim młotem. Jeden dzień…, a w takim razie jak ja mam go przekonać?
- To już nie moja sprawa, powiem szczerze.
- To poproszę 10 minut i będzie załatwione.
Elf powrócił do czytania książki, a Feliks podszedł do karczmarza, zakupił cztery butelki wódki i udał się z nimi do stolika krasnoludów.
- O FRODO PRZYSZEDŁ… – radośnie oznajmił Nergal.
- Co tam Curtis, widzę, że znalazłeś nowych znajomych, eee… Nergal.
- …TO MÓJ DOBRY KUMPEL… – powiedział Nergal wskazując na to co Feliks trzymał w dłoniach.
- No widzę, że bardzo dobry – zgodził się jeden z krasnoludów.
- …EEE… FANTOM… FRANEK? I ON TU WÓDKĘ PRZYNIÓSŁ WIDZĘ!
Po tej wymianie zdań, Feliks dwie butelki wódki postawił przed krasnoludami, jedną dał Nergalowi do ręki, a drugą zostawił dla siebie i powiedział:
- Curtis…
- NERGAL.
- Nergal, ze mną się nie napijesz?
- PYTANIE…
- Do zera! Dasz radę?
Gdy Feliks zadał mu pytanie, Nergal już był w połowie butelki. Jak krasnolud skończył pić to miał już w sobie tyle alkoholu, że trzymał się za brodę próbują powstrzymać zawroty głowy.
- Nergal, chłopie to już chyba było trochę za dużo co? – Powiedział Feliks.
Nergal był w trakcie opowiadania kolejnej historii, ale zaczął mówić po krasnoludzku:
- I WTEDY JA TEGO TROLA ZUAPAUEM… CZEMU MOJA SZKLANKA JES PUSTA?
Po tych słowach krasnolud zaczął szukać alkoholu po karczmie. Dotoczył się do stolika, przy którym ludzie mieli jeszcze trochę piwa w kuflach.
- LUDZIE DOLEJCIE BO SKOŃCZYŁO SIĘ.
- Panie, kup se pan.
- TO JEST PLAN. – Powiedział Nergal i zaczął zataczać się do barmana.
Feliks zaczął iść za Nergalem.
- Nergal, na Sigmara, chodź tu, chłopie. Chodźmy od pokoju, chwilę odsapniesz i zaraz wrócisz.
- CO? CZEMU JA MAM ODSAPYWAĆ?
- Może dlatego, że się turlasz po podłodze?
- JA SIĘ DOSKONALE CZUJĘ. BARMAN! DAJ TU JAKĄŚ FLASZKĘ.
- Przecież pan już chodzić nie może.
- JA JESTEM SZEŹWY JAK ŚWNIA.
- 2 złote korony.
- ILE? ŹDZIERSTWO! JEDNĄ DAM.
- Dwie.
Nergal położył na kontuarze dziesięć srebrnych szylingów.
- Panie, dwa razy tyle to dostaniesz.
- TO JAKIEŚ ŹDZIERSTWO W BIAŁY DZIEŃ, ale NIECH CI BĘDZIE.
Powiedział Nergal i w końcu zapłacił za kolejną butelkę wódki, po czym doczołgał się do reszty krasnoludów, polał wszystkim i Khazadzi zaczęli śpiewać, pod wpływem upojenia alkoholowego, swoimi basowymi i gardłowymi głosami.

W tym czasie, Kwiatek znowu zagaił rozmowę z nieznajomym elfem.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Tak?
- Naprawdę jesteś magiem?
- Tak.
- A gdzie się tego uczyłeś?
- No, proces nauki w przypadku elfa jest dosyć złożony, na początku trzeba sobie znaleźć mentora – magistra, który jest pierwszym nauczycielem, potem uzyskuje się samodzielność i podróżuje się w samotności albo z jakimiś kompanami aby samodzielnie zgłębić tajniki magii, a także nauczyć się odpowiedzialności co do jej stosowania. Ja właśnie jestem w trakcie takowej podróży. Później, gdy mag już będzie się czuł pewnie ze swoimi umiejętnościami to musi zdać egzamin, jeżeli go zda to zostanie magistrem, jeżeli nie to czekają go kolejne podróże. Tak to wygląda mówiąc bardzo ogólnie. A dlaczego to ciebie interesuje?
- Nigdy nie spotkałem się z magiem.
- Naprawdę?
- No może spotkałem, paru, ale nie miałem okazji nigdy z takowym porozmawiać.
- Czy to prawda, że każdy służy innemu bogu?
- Nie, służyć bogom – to raczej domena kapłanów. Nasza wiara nie wpływa raczej na naszą profesję.

Feliks podszedł do Nergala, wziął go pod pachę – Słuchaj, musimy zamienić słówko – powiedział do swojego niższego towarzysza.
- JA TERAZ SŁÓWKA ZAMIENIAM Z MOIMI BRAĆMI KRASNOLUDAMI! – Odparł Nergal i śpiewał dalej ze swoimi pobratymcami. Po pewnym czasie, gdy Nergal już zaczął całować stół i przysypiać, Feliks zatargał go do pokoju i położył na łóżku, następnie odpiął jego młot i poszedł z nim na dół do elfiego maga. Kwiatek zatrzymał Feliksa w drodze na dół i poszli z powrotem do chrapiącego Nergala.
- Nie możemy mu dać młota – powiedział Kwiatek.
- Nie damy mu jeszcze, zakręcimy mu przed nosem, żeby do nas przystał.
- ale wiesz kim on jest?
- Elfem.
- Magiem. On jest magiem i podróżuje. Nie jest związany z tą miejscowością, może mógłby nam jakoś pomóc, dobrze byłoby zyskać takiego kompana.
- A co on w ogóle od nas chciał? Młot tylko.
- Jeżeli on jest magiem to zamiast niego, weźmy lepiej jakiegoś wysokiego człowieka do spaceru w purpurze. Łatwiej jest takiego przekonać niż elfiego maga?
- To jak chcesz teraz to wszystko ukartować?
- Powiedzieć po prostu prawdę.
- Chcesz magowi przyznać się do tego, że go okłamałeś?
- Najwyżej go spalimy.
- A jakby go zatrudnić?
- Tego maga?
- Pokręcimy mu młotem przed nosem.
- Możemy mu zaproponować, żeby został nadwornym magiem w przyszłości.
- To pójdź po niego, ja tutaj poczekam.
- To powiemy mu prawdę?
- Powiedz na razie, żeby przyszedł zobaczymy jak się rozmowa potoczy.
Kwiatek więc poszedł po maga.
- Ekhm…, czy moglibyśmy pójść w nieco bardziej ustronne miejsce, porozmawiać? – zapytał Łowca Czarownic.
- Czy to konieczne?
- Wydaje mi się, że tak – odpowiedział nieco bardziej stanowczo Kwiatek.
- Czyżbyś miał mi coś ciekawszego do przekazania niż ubieranie się w purpurowe rzeczy?
- Tak.
- W porządku, gdzie proponujesz, żebyśmy poszli?
- Najlepiej do mojego pokoju.
- Tylko widzisz… ja, że tak powiem, ale bez urazy, wolę kobiety.
- Nie, nie, nie, to nic z tego nie szukamy zwady ani związku.
- No dobrze.
Elfy udały się do pokoju Kwiatka. Feliks siedział na taboreciku i wykorzystywał tą okazję aby lepiej przyjrzeć się młotowi Nergala. Gdy elfy weszły do środka Nergal zaczął się budzić.
- ale MI SIĘ DWOI W OCZACH… O CHOL… ale POPIŁEM. GDZIE JEST MÓJ MŁOT?
- Spokojnie Nergal śpij dalej wszystko jest pod kontrolą – uspokajał go Kwiatek.
- CO POD KONTROLĄ? GDZIE JEST MÓJ MŁOT?
Kwiatek zwrócił się do maga.
- Czy możesz jakoś uspokoić naszego kolegę, bo nam będzie przeszkadzał…
- Wolałbym nie, ale…
- CO TU SIĘ DZIEJE? GDZIE JEST MÓJ MŁOT?
- Jaki młot – odpowiedział Feliks.
- CZŁECZYNO, ODDAWAJ MÓJ MŁOT.
- Kazałeś mi go pilnować. Nie pamiętasz?
- TO JUŻ MOŻESZ GO PRZESTAĆ PILNOWAĆ, DAWAJ GO TU TY BYDLAKU.
W tym momencie mag dotknął krasnoluda i rzucił na niego zaklęcie snu, tak jak prosił go Kwiatek.
- To mów, tylko po elficku – przynaglał Feliks.
- Widzisz my tu przyjechaliśmy w jednym celu, słyszałeś jakieś pogłoski o Oswaldzie?
- O margrabi? No słyszałem, że ostatnio nienajlepiej się czuł.
- A jak długo tu przebywasz?
- Jakieś trzy dni.
- Być może słyszałeś, w posiadaniu jakiego przedmiotu jest margrabia?
- Słyszałem o jakimś artefakcie, ale nie znam szczegółów.
- Nie powinienem ci tego proponować, ale przydałbyś się nam – oznajmił Kwiatek.
Feliks w tym momencie oparł młot Nergala o łóżko, na którym leżał krasnolud. Nergal jednak zaczął się budzić, mag widząc to, złapał go za stopę chcąc go znowu uśpić. Krasnolud jednak oparł się zaklęciu. Wziął swój młot do siebie na łóżko i zasnął przytulony do niego.
- To pewnie fechmistrz, bo strasznie kocha swoją broń – powiedział elf, po czym dodał – Mówicie, żebym wam się przydał.
- Tak. Dopóki nie usłyszałem, że jesteś magiem, to nie sądziłem, że to może mieć jakikolwiek sens, ale teraz...
- Nie rozumiem za bardzo, chcecie wykraść ten artefakt, w którego posiadaniu rzekomo znajduje się margrabia?
- On jest w niewłaściwych rękach i może bardzo źle działać na losy całego imperium.
- Dlaczego miałbym ci zaufać, kiedy mówisz, że margrabia nie jest właściwą osobą do posiadania artefaktu?
- Ponieważ, ech... Nie powinniśmy tutaj rozmawiać o takich rzeczach..., ale dostaliśmy takie można powiedzieć zlecenie. Od samego wielkiego teogonisty...
I wtedy Kwiatek wyciągnął list jaki otrzymał od arcykapłana Gotfryda czarownic aby nie być gołosłownym. Elf rozpoznał pieczęcie i powiedział:
- Powiem szczerze mam trochę wątpliwości, co prawda takich listów nie dostają zwykli ludzie, ale zlecenie od samego teogonisty… potrzebowałbym dodatkowego zachęcenia aby z wami współpracować i jakiejś gwarancji, że nie zostanie za mną puszczony list gończy.
- Jeżeli będziesz z nami współpracował, to na pewno nikt nie puści za tobą listu gończego. – Odparł Kwiatek.
- Dlaczego miałbym tobie wierzyć?
Kwiatek już trochę zmęczony uzasadnioną nieufnością maga pomyślał: „Ponieważ takich jak ty palę na stosie…”, ale na szczęście powstrzymał się od tego aby to powiedzieć. Zamiast tego odrzekł:
- Ponieważ wydaje mi się, że jestem osobą godną zaufania bacząc na pozycję jaką dzierżę.
- No to przepraszam, ale kim ty jesteś?
- Jestem Łowcą Czarownic i staram się sumiennie wykonywać swoją pracę, chcę strzec Imperium od wewnętrznych zagrożeń, związanych z chaotyczną magią.
- Z czyjego powołania jesteś łowcą czarownic?
- Moim zwierzchnikiem jest teogonista, służę świątyni.
- W porządku, gdybyś był człowiekiem to miałbym wątpliwości, ale ponieważ jesteś elfem to myślę, że mogę na to przystać. Tylko jaki macie plan?
- Chcieliśmy aby trzy osoby się za nas przebrały. Margrabia może wiedzieć, że przybędziemy, może wiedzieć nawet, że to ja do niego przybędę i może wiedzieć, że moim znakiem charakterystycznym jest purpura. Chcieliśmy przekonać się czy rzeczywiście margrabia o tym wie.
- Czyli on wie, że ktoś kto chodzi w purpurze czyha na jego życie?
- Tak się nam wydaje.
- I ja mam się narazić aby to sprawdzić?
- Nie teraz już nie, tylko chcemy żebyś z nami współpracował.
- Dobrze, w takim razie co teraz?
- Spróbujemy wykonać swój plan w trochę inny sposób aby się dowiedzieć tego czego chcemy się dowiedzieć, a później przeprowadzimy szturm.
- Szturm na zamek w środku imperialnej prowincji?
- Mamy na to pozwolenie, licencje na zabijanie. – Wtrącił się Feliks.
- Nikt nie sprawi problemu?
- Ludzie margrabi mogą sprawić problemy, ale inni przedstawiciele władzy imperium nie powinni.
- A inna szlachta z Ostermarku? Jakiś inny hrabia?
- Wydaje mi się, że raczej nie chcieliby mieć problemów ze świętym oficjum.
- A jeżeli zaangażowałbym się to jaka byłaby ewentualna zapłata?
- Wynagrodzilibyśmy cię sowicie, mógłbyś tutaj zostać na stałe, otrzymać ziemie.
- To, że tak powiem, póki co mnie nie bawi, może jak zdobędę tytuł magistra, ale na razie nie.
- To dostałbyś środki na dalsze podróże, wykształcenie.
- A skąd byście je wzięli?
- Z zamku, jeżeli margrabia rzeczywiście posiada ten artefakt to jest dla niego tylko jedno rozwiązanie, a jeżeli go spalę, to cały jego majątek przejdzie na moją własność.
- No to myślę, że przystanę na waszą propozycję.
- A gdy otrzymasz tytuł magistra to będziesz miał załatwioną posadę nadwornego maga.
- Dobrze, w takim razie zgadzam się, będę czekał na wasze decyzje. W ogóle nie przedstawiliśmy się sobie, nazywam się Teo Dajomedez.
- Ja jestem Kwiatek, to jest Feliks, a na łóżku leży Nergal. – Odpowiedział łowca czarownic wskazując swoich towarzyszy.
- To ja panów żegnam już bo noc coraz ciemniejsza, dobranoc.
- Dobranoc.
Po rozmowie mag udał się do swojego pokoju, a Kwiatek poszedł do karczmarza i zakupił specyfik, którym ocucił Nergala, razem z Feliksem wyjaśnili mu wszystko i poszli spać, a Nergal nie mogąc zasnąć po wypiciu specyfiku dostarczonego mu przez Kwiatka, pomarudził trochę i poszedł na spacer po mieście. Na rynku krasnolud spotkał dwóch strażników na nocnym patrolu, porozmawiał z nimi chwilę, chcąc dowiedzieć się jaki stosunek do swojego margrabi żywią jego poddani. Miał nadzieję, że może nastawienie ludu przeciwko władcy pomoże im w zdobyciu zamku, okazało się jednak, że obywatele Remer raczej nie są skorzy do buntu. Nergal, po tym jak się przewietrzył, wrócił do karczmy i poszedł spać.

Następnego dnia rano cała trójka zeszła na śniadanie, na którym ustalili, że wezmą jakiegoś żebraka i jego ubiorą w purpurę zamiast elfa. Po śniadaniu Feliks poszedł na targ aby kupić jakiś purpurowy płaszcz, a potem zaczął szukać smukłego żebraka, którego znalazł na jednej przystani. Od tegoż delikwenta strasznie śmierdziało rybami, ale przecież nikt go nie będzie wąchać.
- Panie, daj na kromkę chleba… – zwrócił się żebrak do Feliksa.
- A dam, ale nie za darmo.
- Panie, zrobię wszystko!
- Słuchaj, będziesz musiał pójść z krasnoludem na zamek w tym płaszczu. Będziesz musiał udawać, że jesteś elfem, dostaniesz za to złotą koronę.
- Na zamek? ale do wewnętrznego zamku? Tam mnie nie wpuszczą…
- Dlaczego?
- Bo Panie… jestem żebrakiem, a tam wpuszczają tylko żołnierzy i jakiś wysoko postawionych ludzi.
- Dostaniesz złotą koronę! Najpierw pół, potem drugie pół. Albo nie, najpierw dostaniesz srebrnika, a potem dziewięć.
- Panie drogi, ja mogę spróbować tam wejść, ale ja nie wiem czy…
- Wpuszczą, wpuszczą, o to się nie martw.
- Skoro mówisz, Panie, że wpuszczą, to ja tak jak mówiłem, zrobię wszystko.
- To chodź za mną.
Feliks wraz z żebrakiem zaczęli iść w kierunku karczmy, po drodze biedak przydział się w purpurę i zakrył głowę kapturem, co wyglądało nieco groteskowo.
- Pamiętaj, masz udawać elfa.
- ale Panie, ja nie…
- Masz udawać, nie odzywaj się po prostu.
Feliks wszedł do karczmy z żebrakiem, który wzbudzał uśmiech politowania na twarzach osób widzących to przedstawienie. Nic dziwnego - łachmany, podarte buty i spodnie z obtartymi kolanami tworzyły niecodzienny kontrast z purpurowym płaszczem.
- Typowy, kurna elf, wypisz, wymaluj, proszę. – Zwrócił się Feliks do towarzyszy.
Kwiatek dał Feliksowi swoją starą skórznię.
- Weź go w to ubierz. – powiedział, więc Feliks zaprowadził żebraka do pokoju.
Tym czasem, Nergal rozmawiał z krasnoludem, z którym założył się poprzedniego dnia.
- WIDZIAŁEŚ TAMTEGO GOŚCIA W FIOLECIE?
- No.
- PAMIĘTASZ NASZ WCZORAJSZY ZAKŁAD?
- Taa…
- TO IDŹ Z NIM NA ZAMEK, ZOBACZYMY CZY PÓJDZIESZ.
- To jest elf?
- PODOBNO.
- Wali od niego rybami, jakby był korsarzem.
- I DO TEGO SEREM, TYPOWY ELF JAK DLA MNIE.
- Dokładnie, w sumie to rzeczywiście. Tak właściwie to o ile ja się zakładałem?
- O DYCHE.
- Dołóż jeszcze pięć.
- JAKIE PIĘĆ? DWANAŚCIE DOSTANIESZ.
- Dajesz jeszcze pięć albo nigdzie nie idę z tym śmierdzielem.
- PIĘĆ DAM CI TERAZ, A DYCHE JAK WEJDZIESZ NA ZAMEK I WRÓCISZ.
- Dobrze.
Nergal i Feliks wyprowadzili krasnoluda z niby-elfem w purpurze z karczmy. Ci drudzy ruszyli w kierunku bramy do zamku, do tych pierwszych dołączył Kwiatek i wspólnie obserwowali poczynania przebierańców. Niby-elf i krasnolud doszli do bramy, niestety stali przy niej strażnicy z halabardami, którzy kazali im się zatrzymać i nie chcieli ich dalej przepuścić. Na twarzy krasnoluda było widać wyraźne zakłopotanie i wytężanie mózgownicy. Wyciągnął przed siebie rękę, tak jakby coś na niej liczył, patrzył się to na strażników, to na swoją rękę. W końcu obrócił się, pociągnął żebraka za płaszcz i zaczął z nim wracać, w kierunku karczmy. Nergal podszedł do nich i powiedział:
- NO I CO, NIE WSZEDŁEŚ.
- No kurde nie, no.
- NO ale PIĄTAKA ZAROBIŁEŚ I SIĘ TYLKO PRZESZEDŁEŚ.
Po tym wszystkim, Feliks, Kwiatek i Nergal poszli do swojego pokoju, zapraszając do siebie elfa Dajomedeza. Naradzali się bardzo długo co im dał ten plan, który zrealizowali – doszli do wniosku, że na dobrą sprawę nic. Nie wiedzą w sumie czy margrabia rzeczywiście jest w posiadaniu kuli, czy nie. Myśleli o tym, żeby może wykorzystać autorytet Kwiatka i wejść tam oficjalnie, ale święte oficjum może nie być z tego zadowolone. Zapytali o radę ich nowego towarzysza.
- Panowie, ale to do jakich wniosków dochodzicie? Co chcecie zrobić? Wykraść ten artefakt?
- Nie, nie, go trzeba spalić na stosie. – odpowiedział Feliks.
- Myślę, że straże nie będą się temu biernie przyglądać.
- LUDZIE TEŻ NIE BĘDĄ SIĘ BIERNIE PRZYGLĄDAĆ.
- Jeżeli ten władca nikomu nie zawadza, to nawet jeżeli zostanie spalony przez łowcę czarownic, którego tutaj w mieście nikt nie zna, to w oczach ludzi zginie jako męczennik, a nie jako ktoś zły.
- NO WŁAŚNIE.
- To mam pomysł, rozpuścimy plotki, że na przykład sika do rzeki.
- NO TO NA PEWNO.
- A dlaczego nie weźmiecie tego zamku szturmem? – Zapytał Teo.
- W cztery osoby? – powiedział Kwiatek.
- Mi się wydaje, że można kogoś jeszcze nająć…


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Tym dnia Pią 21:29, 04 Kwi 2014, w całości zmieniany 8 razy
Wto 19:26, 01 Kwi 2014 Zobacz profil autora
AfroMan
Anioł Bezdennej Otchłani



Dołączył: 04 Kwi 2008
Posty: 148
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Strefa mroku
Płeć: Płeć, brzydka, silna, owłosiona.

Post
[link widoczny dla zalogowanych] ŁAP PLUSY!


Post został pochwalony 0 razy
Wto 20:00, 01 Kwi 2014 Zobacz profil autora
Squit0
Mistrz Gry



Dołączył: 04 Kwi 2008
Posty: 437
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy

Płeć: Płeć, brzydka, silna, owłosiona.

Post
recham tak bardzo, taki dobry team, motzno śmiechu


Post został pochwalony 0 razy
Wto 23:47, 01 Kwi 2014 Zobacz profil autora
Tym
Miłościwie nam panujący



Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 615
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy

Płeć: Płeć, brzydka, silna, owłosiona.

Post
Pierwszy rozdział skończony. Drugi za niedługo :3


Post został pochwalony 0 razy
Pią 21:31, 04 Kwi 2014 Zobacz profil autora
AfroMan
Anioł Bezdennej Otchłani



Dołączył: 04 Kwi 2008
Posty: 148
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Strefa mroku
Płeć: Płeć, brzydka, silna, owłosiona.

Post
WYDAĆ TO!


Post został pochwalony 0 razy
Pią 23:08, 04 Kwi 2014 Zobacz profil autora
jakkap
Zaklinacz Dzikich



Dołączył: 29 Kwi 2008
Posty: 416
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy


Post
dobre dobre xD znowu cos sie dzieje xD


Post został pochwalony 0 razy
Sob 13:43, 12 Kwi 2014 Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum www.kfiatkilol.fora.pl Strona Główna » Ostatnie wydarzenia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin